przyłącz się do śledztwa | | podlinkuj | | donieś | | eurodyka

A, S. C. L. W. numer 3

piątek, 18.czerwca.2010, 19:31

Cóż. Krótko. I niezbyt dobrze. Może później się rozkręci... Będzie trochę krwi, tajemnic i demaskacji.

AKT SPECJALNYCH CALVINE LOUISE WALTERS NUMER 3

Wróciłam do Marydith i Ellie, zastanawiając się jak zabrać się do znalezienia autorki listu. James ma niedługo urodziny, o ile dobrze wiem, można więc spodziewać się listu. Jeśli dziewczyna nie napisała go będąc w domu, może zdradzi swój charakter pisma... Wtedy sprawa byłaby banalna. Ale spróbuję dowiedzieć się wcześniej. Dobrym śladem jest waniliowa papeteria. Takie rzeczy kupuje się w większej ilości. Napisała list na komputerze więc raczej ma w rodzinie mugoli... Kocham tę robotę.
Weszłam do środka i od razu zepsuł mi się humor. Widok moich sióstr w ciągu roku szkolnego zawsze tak na mnie działa. Salomea, Eleonora i Mildred to trojaczki, rok ode mnie starsze. Są do siebie bardzo podobne. Średniego wzrostu, blade i przeraźliwie chude blondynki o brązowych oczach. Jednocześnie dużo je różni. Sallie zawsze wolała książki od ludzi, chorobliwie ambitna Krukonka. Lubi ubierać się bardzo elegancko, włosy zawsze ma związane w surowy koński ogon. Millie, nasza rodzinna piękność i popularna Puchonka, jako jedyna się maluje i kręci sobie włosy. Nieśmiała Ellie jakimś dziwnym trafem wylądowała w Gryffindorze. Zawsze ubiera się na czarno i trochę za rzadko myje włosy. Słucha ciężkiej muzyki. Jest moją ulubioną siostrą, chociaż nie mogę zrozumieć, dlaczego to ona jest w domu, w którym ja zawsze chciałam się znaleźć... Gdyby nie zazdrość, na jej widok bym się nie krzywiła.
-Hej- przywitałam się, opadając na kanapę. Marydith uniosła brwi.
-Darcy tam została?- zdziwiła się. Wzruszyłam ramionami.
-Ona nie została powitana spojrzeniem bazyliszka- skomentowałam złośliwie. Po chwili dziewczyny wróciły do rozmowy o czekających mnie i Eddie SUMach. Wyjęłam swój zeszyt z uczniami Hogwartu. Nazywam go Tajnymi Aktami Calvine Louise Walters. Muszę go uporządkować, nie mogłam tego zrobić bez czarów w wakacje. Przeniosłam czarami siódmoklasistów do absolwentów, szóstoklasistów do siódmoklasistów itd.
Do swojego rocznika dopisałam Darcy. Później przeniosę stronę do odpowiedniego domu. Wiedziałam niewiele.
Układałam wszystko w głowie, udając, że jestem zajęta. Coś jest mocno nie tak. Za dużo zbiegów okoliczności, zbyt... rozplanowane.
Nie no, to już paranoja, Callie. Prawdziwa paranoja. coś takiego nie mogłoby zostać zaplanowane. Zbyt dużo osób musiałoby być w to zamieszanych, zbyt duże prawdopodobieństwo wpadki.
A jednak to takie sztuczne. Brat Wrighta. Ciastka. Kuzynka Wrighta. List Pottera. Logan.
Nie, to naprawdę niemożliwe. A jednocześnie...
No i dlaczego on rzuca strzałkami do mojego zdjęcia? I skąd on je w ogóle ma? Dlaczego jego brat właśnie to mi powiedział? Czy naprawdę mnie nie rozpoznał? A co jeśli tak? Z premedytacją wyciągnął brata by... No właśnie, PO CO?

Jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która ogląda UWAŻNIE, naprawdę UWAŻNIE, Ceremonię Przydziału. Ale jestem też jedyną osobą w szkole, która zna wszystkich. Tym razem były trzy dodatkowe powody by ją oglądać. Nazywały się kolejno Kaylight, Tommy i Darcy.
Kaylight O'Hara trafiła do Gryffindoru. Wygląda na to, że za jakieś trzy lata razem z Tommy'm stworzą kolejną Złotą Parę. Wrightowie są najwyraźniej stworzeni do stałych związków... Przyszła kolej na Tommy'ego. Usiadł na stołku i czekał. A odpowiedź nie nadchodziła i nie nadchodziła. Zupełnie jak w moim przypadku.
-Slytherin!- orzekła w końcu Tiara.
Przez chwilę panowała cisza, a potem mój stół zaczął klaskać i śmiać się. Pewnie rozbawiło ich, że młodszy brat ich wroga będzie w ich domie.
Kłopoty. Zbliżają się cholerne kłopoty.
Gdy Tommy przyszedł z zadowoloną miną do naszego stołu zrozumiałam, że nie musi być tak źle. Koniec końców Tiara go tu przysłała.
Chociaż to akurat niewiele znaczy. Ja też tu jestem.

Zawszę siedzę obok pierwszoklasistów aby jak najszybciej ich poznać. Obserwuję jakie zakładają grupki, kto się z kim przyjaźni, a kto wręcz przeciwnie. W pracy detektywa obserwacja to podstawa podstaw.
Tym razem jednak nie mogłam biernie obserwować. Obok mnie bowiem usiał Tommy.
-Czego się tak cieszysz?- parsknęłam zanim przypomniałam sobie, że kolejna zasada dotycząca detektywa to nieangażowanie się.
Tommy uśmiechnął się jeszcze weselej.
-Bo chciałem być w Slytherinie- odparł, nawet nie udając, że słucha kolejnych przydziałów. Patrzył na mnie iskrzącymi się piwnymi oczami.
-Po co?- warknęłam- Tu jest dla ciebie niebezpiecznie, Ślizgoni nie znoszą twojego brata.
Tommy wzruszył ramionami, ale już nie uśmiechał się w ten denerwujący sposób.
-Jakoś dam radę. Przyłożę się do Obrony i będzie spoko. A ty, czemu tak się tym przejmujesz? Czyżbyś aż tak mnie polubiłą?
Prychnęłam tylko i wróciłam wzrokiem do ceremonii. Ten dzieciak był bardziej podobny di brata niż myślałam. Aż w końcu wyczytano Darcy, przy okazji wzmiankując, że dołączy do piątej klasy. Tiara siedziała na jej głowie dosyć krótko aż oznajmiła przynależność do Huffelpuff.
Dopiero kiedy poczułam zawód zorientowałam się, jak bardzo chciałam przyjaznej duszy we własnym domu. Tiara schrzaniła mój przydział. Żadne z moich przyjaciół nie było w Slytherinie. Wręcz przeciwnie. Marydith w najbardziej nielubianym przez Ślizgonów domu, a Darcy w najbardziej pogardzanym... Już nawet nic nie powiem o moich siostrach.
Co ja tu robię?

Jako prefekt wychodziłam z Wielkiej Sali za gromadą pierwszoklasistów. Właśnie wtedy poczułam lekkie dotknięcie na łokciu.
-O 11.25 na drugim piętrze przy wielkim oknie- usłyszałam cichy szept. Kiwnęłam nieznacznie głową, ale powstrzymałam się od sprawdzenia czy ktoś to widział. Ten podejrzany ruch przywołałby tylko kolejne spojrzenia, a tego nie potrzebowałam.
Odprowadziłam pierwszaków i spakowałam torbę kąpielową, gotowa już pierwszego dnia legalnie korzystać z przywilejów prefektów. A przynajmniej niemal legalnie. Bo nie patrolujący prefekci też nie powinni się szwendać po nocy. Na szczęście dla tej szacownej grupy studentów, nauczyciele rzadko pamiętali kto akurat miał zmianę.
Gdy byłam przygotowana było już dwadzieścia minut po jedenastej i musiałam się pośpieszyć. Przybiegłam spóźniona tylko o dwie minuty. Wright już tam był. Stał przy oknie w iście filmowej pozie, przyglądając się błoniom. Odwrócił się, kiedy się zjawiłam. Księżyc oświetlał jego twarz, więc widziałam go wyraźnie.
Uśmiechnął się i przypomniałam sobie poniewczasie, jak bardzo jest przystojny. Nawet z moją niechęcią do brunetów muszę mu oddać sprawiedliwość.
-Myślałem, że stchórzysz- powiedział kpiąco i obrzucił zdziwionym spojrzeniem moją torbę.
-Oczywiście, że tak nie myślałeś- odparłam, świadoma, iż on dobrze wie o moich licznych nocnych wędrówkach po Hogwarcie- Inaczej w ogóle byś nie proponował tego spotkania.
Wskazał mi miejsce na parapecie po jego drugiej stronie. Zawahałam się, ale w końcu usiadłam. Teraz to moja twarz była oświetlona, a jego w cieniu. Mam wrażenie, że właśnie o to mu chodziło. Nie chciał, abym coś zauważyła na jego twarzy. Dość uzasadniona obawa. I całkiem dobrze sobie z nią poradził, muszę przyznać. W innej sytuacji pewnie bym się zirytowała- wolę pozostawać w cieniu- ale on dużo mniejsze zagrożenie sprawia posługując się jedynie słowami.
-O co chodzi?- zapytałam, chociaż było to w zasadzie dość oczywiste.
-Mogłabyś uważać na Tommy'ego? Nie chciałbym widzieć go w Skrzydle Szpitalnym, a ty jesteś jedyną osobą w Slytherinie, która może mi pomóc. No i oczywiście to twoja wina, że tam trafił.
-Słucham?!- zapytałam zaskoczona- Dlaczego to niby moja wina?
-Bo jesteś moim wrogiem i mu się spodobałaś- jego wzrok znów pobłądził w okolicach odznaki- Poza tym pragnie się usamodzielnić, chce zwrócić na siebie moją uwagę... I twoją. Przykro mi to mówić, Walters, ale mój brat przeżywa okres, w którym fascynują go starsze dziewczyny. Wygląda na to, że jesteś jego najnowszą ofiarą.
Patrzyłam na niego, osłupiała. Mówił prawdę. I nie chodzi o to, że on w to wierzył i to właśnie było jego prawdą. Tommy rzeczywiście zachowywał się w ten specyficzny sposób młodszego brata, pragnącego konkurować ze starszym... A ja wpadłam w tę kabałę całkiem przypadkiem. Jestem wrogiem jego brata. Zamknęłam oczy i parsknęłam cichym, histerycznym śmiechem.
-Świetnie- mruknęłam- Pierwsza osoba, której się spodobałam ma jedenaście lat, nie po kolei w głowie i nadopiekuńczego brata.
-Na pewno nie jest pierwszy.
Otworzyłam oczy by zobaczyć, że Wright się na mnie gapi. Już miałam zapytać, co ma na myśli, kiedy zmienił temat. Najwyraźniej nie miał ochoty odpowiadać na moje pytania.
-W każdym razie, co powiesz na to: za pilnowanie Tommy'ego dam ci wskazówkę do największej towarzyskiej tajemnicy Hogwartu. Oczywiście pod warunkiem, że jej nie zdradzisz.
Zależy mu na jej zachowaniu i jest to największa towarzyska tajemnica. Musi chodzić o Złotą Parę, związek Wrighta i Judy. Para, która jest razem od trzeciej klasy Cala i czwartej Judy. Bez żadnych spektakularnych kłótni, zerwań i powrotów. I skandali. W Slytherinie mówi się o nich Małżeństwo, a nie Złota Para.
Jak miałabym się powstrzymać? Zwłaszcza, że i tak zamierzałam mieć oko na Tommy'ego?
-Dobra- zgodziłam się. Calvin uśmiechnął się z zadowoleniem.
-Jestem teraz na randce z Judy, Walters- poinformował. Zeskoczył z parapetu i zaczął się oddalać. Gdy już miał zniknąć mi z widoku, obrócił się.
-A tak w ogóle , to jesteś w pierwszej dziesiątce najładniejszych dziewczyn w szkole według Jamesa. To tylko twoja wina, że nikt cię nie zauważa w kątach, w których się kryjesz.
Nie chcę być zauważana. To by zawyrokowało o upadku mojej kariery w branży... Siedziałam przez chwilę nieruchomo, wciąż zdziwiona. W pierwszej dziesiątce? Nie podejrzewałam Pottera o taki brak gustu!
Rzuciłam na siebie zaklęcie kamuflujące i wyciszyłam kroki. Po czym zaczęłam śledzić Wrighta. Doszłam za nim aż na siódme piętro. Pokój Życzeń.
Wright zapukał do drzwi. Po czym wszedł do środka, a ja za nim. Mam wrażenie, że przytrzymał mi drzwi...
Znaleźliśmy się na polanie pod rozgwieżdżonym niebem. Na kocu, z kieliszkami i butelką wina, leżała Judy i Bernard Brookes ze Slytherinu.
Prawie zemdlałam z zaskoczenia. BERNARD BROOKES? No tak. Jego rodzina to bogacze. Na pewno nie chcieliby synowej bez potężnej firmy w posagu. Judy wychowywała samotna matka. Od razu zrobiło mi się żal tej dwójki..
-Chcę się położyć- oznajmił Wright. Nagle. Co u mnie nietypowe, poczułam przypływ chwilowej sympatii do niego. To ładnie z jego strony, że daje im przykrywkę... Otrząsnęłam się z tego szybko.
-Jasne- zgodziła się szybko Judy, gotowa od razu wyjść by nie robić mu problemu. Dobrze rozumiała, jak dużo dla nich ryzykował i poświęcał...
-Jeszcze tylko się pożegnamy- odezwał się Ben. Calvin kiwnął głową.
-Poczekam na zewnątrz.
Wyszedł, a ja za nim. Już miałam odejść, kiedy się odezwał.
-No to już znasz największą tajemnicę Hogwartu. Trzeba było za mną nie iść, miałabyś więcej zabawy w śledztwo.
-Jak długo?- zapytałam tylko, chociaż miałam dużo więcej pytań. Wzruszył ramionami.
-Pod koniec mojej czwartej klasy stwierdziliśmy, że chcemy się rozstać. Zamierzaliśmy dać to do zrozumienia po wakacjach. Ale wtedy Judy poznała Bena. Poprosiła mnie bym udawał.
-Wygląda na to, że nie wszyscy Ślizgoni są tacy źli- powiedziałam ironicznie.
-Nigdy nie twierdziłem inaczej- zapewnił mnie. Chwilę później odeszłam, zamierzając w końcu odbyć kąpiel i spokojnie zastanowić się nad tym szalonym dniem.

Wniosek wysnułam jeden: nadchodzi burza. Będzie się dużo działo.
Nie pomyliłam się. Zgadnijcie od czego się zaczęło. Jaka była pierwsza plotka w tym roku?
Calvin Wirght i Judy Salmon zerwali. Albo raczej on z nią. Logiczny krok. Teraz, kiedy Judy zacznie się niedługo spotykać oficjalnie z Benem, nikt nie domyśli się, że zaczęło się jeszcze z istnienia Złotej Pary. Szybciej, że chciała mu zrobić na złość, ale to długo nie przetrwa. Judy i Ben będą zbyt zakochani.
Gdy Wright wszedł do Wielkiej Sali, posłałam mu wściekłe spojrzenie. Wredny pacan. Po co mi ta tajemnica skoro się rozeszli? W zasadzie dalej było tajemnicą, że od roku nie byli razem.
eurodyka


tajne akta osobowe

stare akta C.L.W: 2009
maj (2)

2010
czerwiec (1)


mity eurodyki
tragikomincza faith martin
okiem psychologa
mądrala
nie drzwiami to oknem
eurodyka

informatorzy
niedopuszczalne
śmiejmy się
alana
dorlana
sofonia
mała ygrek
clem